Premier Donald uważa, że byłoby lepiej, gdyby przypadające 6 stycznia święto Trzech Króli nie było dniem wolnym od pracy.
Rządząca partia wchodzi w buty poprzednich ekip i wykorzystuje luki w prawie, by upychać swoich ludzi na stanowiskach zarezerwowanych dla apolitycznych urzędników. A że najciemniej pod latarnią, praktyka ta nie omija Kancelarii Premiera - czytamy w "Newsweeku".
Chociaż nie zdawali obowiązkowych egzaminów i nie są wpisani do Państwowego Zasobu Kadrowego, to mogą być szefami departamentów w Kancelarii Premiera. Kancelaria nagina prawo. Czterech na 20 szefów departamentów w urzędzie stanowiącym bezpośrednie zaplecze Donalda Tuska to "kierujący", a nie dyrektorzy. To wbrew obowiązującej od 2006 r. ustawie o Państwowym Zasobie Kadrowym (PZK). Zakłada ona, że wyższe funkcje w administracji państwowej można powierzać jedynie osobom zarejestrowanym w PZK.
"Kierującymi" są Barbara Szymborska, Tomasz Bolek, Mateusz Matejewski i stojący na czele Centrum Informacyjnego Rządu Jacek Filipowicz. Filipowicza, byłego dziennikarza, ściągnęła do Kancelarii Agnieszka Liszka, do niedawna rzecznik gabinetu Tuska. Matejewski to działacz PO z Małopolski, który uchodzi za człowieka Adama Leszkiewicza, zastępcy szefa Kancelarii.
Kancelaria zatrudnia jak może - mówi dyplomatycznie wiceszef PO Waldy Dzikowski, członek sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.
Jaka jest twoja wymarzona praca?
sobota, listopada 22, 2008
Nie zdawali egzaminów a pracują dla premiera
wtorek, sierpnia 05, 2008
Prawnik poszukiwany
Brak aplikacji nie oznacza, że absolwent prawa nie znajdzie pracy. Bez niej nie można co prawda reprezentować klienta przed sądem, można natomiast uczestniczyć w innych czynnościach związanych z obsługą prawną, np. przygotowywaniem dokumentów. Osoby z wykształceniem prawniczym są zatrudniane m.in. przez urzędy, fundacje czy firmy prywatne, pisze "Gazeta Prawna".
Duże firmy, które obsługują wielu klientów, tworzą swoje działy prawne. Prawnicy tam zatrudnieni zapewniają bieżącą obsługę przedsiębiorstwa. Przy bardziej skomplikowanych sprawach niezbędna jest przeważnie praca z kancelarią prawną. To doskonała szkoła zawodu dla prawnika. Ma on bowiem do czynienia z wszelkiego rodzaju umowami, sprawami gospodarczymi czy pracowniczymi.
Obowiązujące przepisy o adwokaturze, radcach prawnych i notariacie umożliwiły świadczenie porad prawnych nawet tym prawnikom, którzy nie posiadają tytułu adwokata, radcy prawnego czy notariusza.
Nie trzeba więc skończyć aplikacji, by prowadzić sprawy klientów np. z zakresu odszkodowań z tytułu różnego rodzaju wypadków, prawa pracy, tworzenia lub przekształcania spółek itp.
Coraz więcej osób i firm korzysta także z usług doradcy podatkowego. Zawód ten jest obecnie niedoceniany przez absolwentów prawa. Niesłusznie, bo zawiłości systemu podatkowego i częste zmiany przepisów sprawiają, że zapotrzebowanie na doradców podatkowych ciągle rośnie.
Prawnicy bez aplikacji mogą też starać się o pracę w Służbie Cywilnej. Dla wielu osób to wymarzone miejsce pracy, ale nie ze względu na zarobki, te bowiem nie są wysokie, ale ze względu na pewność pracy. Wiele etatów dla prawników oferuje także Policja. Absolwenci prawa mają największe szanse, aby zostać funkcjonariuszami. Jak wynika z informacji Komendy Głównej Policji, największą szansę na pracę mają osoby z wyższym wykształceniem prawniczym. Prawnicy mogą znaleźć zatrudnienie np. w Wydziale Kryminalnym, Wydziale do Walki z Korupcją, Wydziale ds. Przestępstw Gospodarczych i innych.
Stosunkowo nowym rynkiem pracy dla prawników są organizacje pozarządowe. Trzeci sektor prężnie się rozwija, przejmując wiele działań wcześniej zarezerwowanych dla państwa, a jednocześnie staje się coraz większym pracodawcą. Prawnik na pewno jest potrzebny w organizacjach działających na rzecz grup pokrzywdzonych osób (np. ofiar przestępstw), gdzie osoby pokrzywdzone lub ubogie mogą zasięgać bezpłatnych porad prawnych czy uzyskać pomoc w napisaniu pisma procesowego itd.
poniedziałek, sierpnia 04, 2008
Jak korzystać z życia "pełną gębą"?
Mogę pracować, ale tylko do czerwca, potem jadę na wakacje. Żaden szef nie da mi tak długiego urlopu! Tak coraz częściej myśli młody człowiek. Nie ma jeszcze własnej rodziny, a plany turystyczne bardzo bogate.
Praca nie jest już dla nich tylko celem. Jest sposobem na realizację planów. Coraz częściej pracownikiem są od października do czerwca. Potem się zwalniają i jadą na wakacje.
Dorywczo do wakacji
Można się pokusić o stwierdzenie, że pracownicy „do wakacji” to w większości ci, którzy łapią się prac dorywczych, sezonowych. Takich, z którymi żadnej swojej przyszłości zawodowej wiązać nie będą.
To zjawisko jest coraz popularniejsze. Obserwujemy coraz częściej, że zatrudnieni składają wymówienia z końcem kwietnia – opowiada pracownik działu kadr jednej z sieci komórkowych. Zatrudniają się u nas głównie młodzi ludzie. Wielu z nich jeszcze nie ma poważnych planów zawodowych. Pracują na tzw. słuchawce przez parę miesięcy i się zwalniają.
Czemu się tu dziwić. Praca nie jest najwyższych lotów, więc czemu mam tu siedzieć latami. Nie chce mi się tyle czasu odbierać telefonów i wysłuchiwać pretensji i głupich pytań klientów – tłumaczy 19-latek zatrudniony na umowę o dzieło w dziale call center. Większość z nas nie ma umowy o pracę, więc nic nas tu za bardzo nie trzyma. A że dosyć łatwo się dostać, to czemu trochę nie popracować. Zawsze jakiś dodatkowy punkt w CV. Przyzwyczajony jednak jestem do wakacji, trudno by było z nich zrezygnować.
Dziewczyna, którą spotykam na korytarzu jednego z biur podróży opowiada, że robiła tak przez całe studia. Pracowałam i odkładałam pieniądze . Potem jechałam na trzy miesiące na wakacje i od października szukałam nowej pracy – tłumaczy. Teraz to już co innego. Nie mieszkam już z rodzicami i nie mogę sobie pozwolić na takie szaleństwa.
Przemyślany plan
Coraz więcej jest jednak takich, którzy mają mocne CV i żadnych problemów ze znalezieniem nowej pracy. Ta, którą wybierają jest natomiast kolejnym świadomym krokiem w ich zawodowej karierze. Do nich należy Łukasz. Ma 30 lat i stanowisko dyrektora w jednej z czołowych firm w branży IT.
Wirtualna Polska: ile razy zwolniłeś się z pracy tylko po to, żeby pojechać na wakacje?
Łukasz: przez 5 lat jechałem na długi urlop zwalniając się wcześniej z pracy. Czasem nawet dwa razy w roku zmieniałem firmę.
Jakich firm szukałeś?
- Jedynie takich, które odpowiadały moim kwalifikacjom i zainteresowaniom. Moje wybory były bardzo przemyślane. Nigdy nie szukałem pracy byle gdzie, byle by była.
Zapewne wiązało się z dłuższym poszukiwaniem.
- Może i tak, ale dzięki temu z czasem ta praca sama do mnie przychodziła. Pracodawca widział, że moja ścieżka zawodowa jest świadoma, a to się liczy. Co z tego, że robiłbym hamburgery a potem roznosił ulotki. W przyszłości nic bym z tego nie miał. A tak bezstresowo poszerzałem kwalifikacje i moje CV było coraz bogatsze.
Pracodawcy nie dziwili się, że tak często zmieniasz pracę. Jak odpowiadałeś na takie pytania?
- Byłem świadomy własnej wartości i wiedziałem, że dużo potrafię. Częstą zmianę pracy argumentowałem chęcią zdobycia większego doświadczenia.
Nie brakuje ci tego urlopu?
- Czasem tak, ale teraz mam świetną pracę i właściwie bez jej rzucania mogę sobie pozwolić na dłuższy wypad.
Czy twoi pracownicy w podobny sposób traktują pracę jak ty kiedyś?
- W tej firmie już tego nie widzę. Tu trudno się dostać i każdy stara się tę robotę utrzymać. Ale w poprzednich miejscach to było dosyć częste. Im większe kwalifikacje tym częstszy „urlop”.
Dzięki za rozmowę.
Łukasz wybierał świadomie. Teraz ma bogate CV i mnóstwo wspomnień. Może powiedzieć, że korzystał z życia "pełną gębą". Będę miał o czym opowiadać wnukom - śmieje się.
Powszechnie uważa się, że pracę jest zdobyć trudno i trzeba ją trzymać w garści jak jest. Ale z tych przykładów wynika, że przybywa tych, którzy myślą odmiennie. Praca jest jak ktoś chce pracować - twierdzą.
Uzbieram to odejdę
Do mniej radykalnych rozwiązań należy praca "aż się uzbiera". Zwykle nie wymaga tak częstej rotacji w firmach. Pracują więc tak długo aż zarobią tyle, ile potrzebują. Jak zarobię wystarczające pieniądze to jadę na objazd Włoch - już planuje Ania z Wrocławia. Włochy to tylko przykład. Każdy ma własny pomysł na wakacje. Ani brakuje jeszcze jakiś 4 miesięcy pracy, żeby wystarczyło na wymarzony wyjazd.
Zawsze chciałem popłynąć gdzieś daleko i na długo. Tak zrodziła się myśl tego rejsu. Pływałem 5 miesięcy i nigdy tego nie zapomnę - opowiada ze wzruszeniem Marek. Studiował zaocznie i od początku studiów pracował w informacji turystycznej. Z urlopu korzystał jak każdy. Czasem brał 2 tygodnie, żeby wyskoczyć gdzieś dalej. Jak skończyłem studia chciałem w fajny sposób zamknąć jakiś etap w moim życiu. Wymyśliłem więc ten rejs. Zrezygnowałem z pracy i pojechałem. Nie żałuję. Stwierdziłem, że pracę zawsze się jakąś znajdzie, a wspomnienia zostaną na całe życie. Teraz pracuje w dużej firmie turystycznej i często ogląda zdjęcia z podróży.
Warto spełniać swoje marzenia. Może pomysły moich rozmówców są na to dobrym sposobem, a skończyły się czasy, kiedy pracownik w jednej firmie siedział aż do emerytury. Praca jest dla nas a nie my dla pracy.
środa, lipca 30, 2008
Na wysokich stanowiskach to kobiety zarabiają więcej
Płace kobiet kierujących dużymi polskimi firmami są średnio o 30% wyższe niż mężczyzn - wynika z raportu, do którego dotarła "Rzeczpospolita". Dziennik dodaje zarazem, że panie w zarządach to wciąż jednak w Polsce rzadkość.
Prawie 1 milion 300 tysięcy złotych zarobiła w ubiegłym roku dyrektor zarządzająca dużego banku - pisze "Rzeczpospolita". Dyrektor generalna jednej z firm produkcyjnych zainkasowała prawie 900 tysięcy złotych, całkowite zaś wynagrodzenie dyrektor handlowej w innej czołowej spółce sięgnęło półtora miliona złotych. To dwukrotnie więcej niż wynosząca 770 tysięcy złotych średnia płaca członka zarządu dużego przedsiębiorstwa - wynika z danych firmy doradczej Hay Group specjalizującej się w badaniu płac, na które powołuje się "Rzeczpospolita".
Jak pokazują dane Hay Group wśród największych firm najwięcej kobiet dociera do stanowiska dyrektora. Tam ich udział sięga prawie jednej trzeciej. Jednak w zarządach firm maleje już do jednej piątej, a wśród prezesów dużych spółek na 100 mężczyzn przypada tylko dziewięć pań.
niedziela, czerwca 29, 2008
Mundurek pracownika
Firma finansowa oczekuje od wszystkich, którzy ją reprezentują, prezencji zgodnej z wizerunkiem renomowanej instytucji. Wygląd pracownika winien sugerować osobom z zewnątrz przyjęte wartości, takie jak profesjonalizm, niezawodność, odpowiedzialność, solidność i dyskrecję – to fragment wytycznych dotyczących ubioru, kierowanych do pracowników przez jednego z czołowych polskich ubezpieczycieli.
Od mężczyzn firma oczekuje schludnej, krótkiej fryzury i pełnego zadbanego uzębienia. Najlepiej, żeby pracownik był ogolony, albo aby ewentualny zarost był bardzo zadbany. Do tego dochodzą zadbane dłonie i paznokcie, przyjemny zapach, znaczek firmy w klapie, porządna teczka i długopis, wyraźna mowa, uśmiech i pewność siebie. Ogromne znaczenie ma także odpowiedni ubiór.
Standard ubioru dla mężczyzn to garnitur w ciemnym kolorze, jasna koszula z długim rękawem bez względu na pogodę, odpowiednio dobrany krawat, czarne skarpety i ciemne, kryte obuwie na skórzanej podeszwie. Firma precyzuje, że niedopuszczalne są wyraźnie wzorzyste garnitury, kamizelki do garnituru lub stroje sportowe.
Bardzo szczegółowo określono także kobiecy dress code. Od pań także wymaga się, by miały ostrzyżone i uczesane włosy, pełne i zadbane uzębienie, zadbane dłonie i paznokcie. Lakier do paznokci powinien mieć neutralny kolor, a nogi powinny być gładko wydepilowane. Panie, podobnie jak panowie, powinny emitować przyjemny zapach, również konieczny jest znaczek zatknięty w klapę oraz wyraźna mowa i pewnością siebie.
Do kobiecych standardów ubioru zaliczono klasyczne, jednolite kolorystycznie garsonki i garnitury uszyte ze szlachetnych, dobrych gatunkowo tkanin. Ubezpieczyciel precyzuje, że może to być dzianina lub bawełna w najwyższym gatunku. Na nogach, pani powinny mieć stosowne do ubioru obuwie z zakrytymi palcami i rajstopy lub pończochy. Biżuteria i makijaż są dopuszczalne, pod warunkiem, że są dyskretne. Wykluczone natomiast są duże dekolty, odkryte ramiona, krótkie spódnice sukienki, czy ubrania z przezroczystych materiałów.
- Aktualnie w firmach coraz częściej można spotkać dokument formalizujący zasady ubioru czyli tak zwany dress code. Dress code jest to kanon stroju, który wyznacza jasne reguły i zasady ubioru służbowego. Pracodawcy mają coraz większą świadomość, że ubiór ich pracowników stanowi wizytówkę ich firmy. Sposób ubrania pracowników świadczy o ich rzetelności, wiarygodności, a także wyraża szacunek do rozmówcy. Styl ubrania oraz jego kolory mają ogromne znaczenie w procesie komunikacji – mogą wzmocnić przekazywane treści albo niestety całkowicie im zaprzeczyć. Dlatego szczególnie w kontaktach służbowych należy pamiętać o świadomym doborze odpowiedniego stroju do odpowiedniej okazji – wyjaśnia Dominika Deka, Corporate Human Resource Specialist w firmie VTS HQ Sp. z o.o.
sobota, czerwca 28, 2008
Zatańczył na zwolnieniu lekarskim i stracił pracę
Robotnik z Trydentu na północy Włoch, będąc na zwolnieniu lekarskim, wystąpił w telewizyjnym turnieju tańca. Jego pracodawcy najwyraźniej nie spodobał się ten występ... Pracownik nie tylko natychmiast stracił pracę, ale stanie jeszcze przed sądem za oszustwo.
49-letni mężczyzna oficjalnie był na zwolnieniu. W zaświadczeniu lekarskim stwierdzono, że musi się oszczędzać, ponieważ cierpi na przepuklinę. Nie przeszkodziło mu to jednak popisywać się w lokalnej telewizji.
Widząc "wygibasy" swego pracownika, właściciel firmy nie wierzył własnym oczom. Na wszelki wypadek zarejestrował program na wideo. Taśma będzie dowodem w sądzie. Nieuczciwy pracownik został bowiem nie tylko zwolniony w trybie natychmiastowym, ale odpowie również za oszustwo.
poniedziałek, czerwca 23, 2008
Rolnicy najmniej zadowoleni z pracy
Najbardziej zadowoleni z pracy są pracownicy administracji państwowej, a najmniej osoby zajmujące się rolnictwem, łowiectwem, leśnictwem oraz rybactwem - wynika z opublikowanych w poniedziałek wyników badań TNS OBOP.
Badania zostały przeprowadzone w oparciu o tzw. Indeks Satysfakcji Pracowników. Jest on opracowywany zgodnie z metodologią TRI*M, która jest wystandaryzowaną miarą odzwierciedlającą poziom ogólnej satysfakcji pracowników w danej firmie. Indeks może przyjmować wartości punktowe od -50 do +200.
Najbardziej usatysfakcjonowani ze swojej pracy są pracownicy administracji państwowej (53 punkty na skali TRI*M). "60 proc. z nich, na podstawie własnego doświadczenia, poleciłoby swoim znajomym instytucje, w których pracują, a 70 proc. stwierdziło, że ponownie ubiegałoby się o pracę w obecnym miejscu zatrudnienia" - podał TNS OBOP w komunikacie.
Do najbardziej zadowolonych grup należą również pracownicy hoteli i restauracji (52 punkty), a także pośrednictwa finansowego, branży budowlanej oraz usług (49 punkty).
Najmniej zadowolone ze swojej pracy są osoby zajmujące się rolnictwem, łowiectwem, leśnictwem oraz rybactwem (21 punktów). "27 proc. z nich nie poleciłoby swoim znajomym miejsca, w którym pracują, natomiast ponad jedna trzecia badanych (36 proc.) z tego sektora nie ubiegałaby się ponownie o pracę w obecnym miejscu zatrudnienia" - podano.
Niski poziom zadowolenia charakteryzuje także pracowników branży produkcyjnej (34 punkty). Jednak trzecia z nich wskazała w badaniu na małe zaangażowanie w pracę swoich współpracowników, a 31 proc. stwierdziło, że nie poleciłoby swoim znajomym firmy, w której pracuje.
Wśród niezadowolonych ze swojej pracy znajdują się również osoby pracujące w handlu, ochronie zdrowia, opiece socjalnej, transporcie oraz górnictwie.
Ogólna satysfakcja Polaków zatrudnionych na stałe lub czasowe umowy o pracę kształtuje się na poziomie 43 punktów w skali TRI*M.
czwartek, czerwca 05, 2008
Czy twoja firma to obóz
Większość Polaków ocenia swoje miejsce pracy bardzo źle. Aż 38% osób mówi, że pracuje w obozie pracy, bo zarabia poniżej oczekiwań.
Po godzinach pracuje 21% Polaków, 17% pracowników czuje się niedocenionych.
Nie wszyscy mówią o firmie negatywnie - 24% Polaków twierdzi, że ich zakład pracy jest solidny.
O obozach pracy, w których pracuje się na czarno i ponad siły, systematycznie informują media. Często jednak legalnie zatrudnieni przyznają, że są wyzyskiwani, pracują po godzinach za marne pieniądze. O swoim zakładzie pracy mówią - obóz pracy.
Czy legalnie działająca firma może być obozem? Jak informują inspektorzy pracy, może. Ciągle nie brakuje przedsiębiorstw, w których szef nie podpisuje umów z podwładnymi. Prowadzi podejrzaną politykę zatrudnieniową. Pracownicy są zobowiązani pracować ponad siły i nie są za to odpowiednio wynagradzani.
Szefowie nie przestrzegają przepisów - np. zwalniają kobiety w ciąży. Nowy kodeks pracy ma być jeszcze bardziej liberalny. Pracownicy m.in. będą mogli dogadywać się z szefami co do rodzaju podpisywanych umów i inspekcja nie będzie mogła ingerować w to, jaką umowę zawarli. Zdaniem niektórych ekspertów taka propozycja doprowadzi do masowego łamania prawa. Pracodawcy przekonują jednak, że sytuacja na rynku się zmieniła - rynek pracy przekształca się w rynek pracownika i to on dyktuje warunki. Szefowie twierdzą, że bardziej liberalne prawo, ułatwiające rotację pracowników na rynku jest konieczne.
Co o tym myślisz? Jak traktuje cię pracodawca? Jesteś szanowany, czy może pracujesz w obozie pracy? Czy prawo pracy powinno być bardziej liberalne?
piątek, kwietnia 11, 2008
Nasi szefowie mają problemy ze zdrowiem
Menadżerowie i dyrektorzy nie dbają o swoje zdrowie - ostrzega "Puls Biznesu". Osobom zarządzającym firmami grożą zawały serca, wylewy, nerwice, nadciśnienie i wrzody żołądka - czytamy w gazecie.
Co gorsze, jak mówią lekarze, im bardziej niehigieniczny tryb życia prowadzi menadżer, tym trudniej namówić go do wizyty u lekarza. Wielu z szefów pali papierosy i pije zbyt dużo kawy, co skutkuje problemami z zaśnięciem i z koncentracją.
Osoby na wysokich stanowiskach chorują, gdyż są narażone na długotrwały stres, nieregularnie jedzą i odbywają wiele podróży służbowych, związanych ze zmianą stref czasowych - pisze "Puls Biznesu". Wielu dyrektorów spędza w pracy tak dużo czasu, że nie ma już chwili na aktywność fizyczną. To z kolei skutkuje otyłością, cukrzycą i bólami kręgosłupa. Długotrwałe siedzenie przed komputerem może natomiast skutkować chorobami oczu - ostrzegają lekarze.
Zdaniem specjalistów, coraz więcej młodych szefów na także problemy ze sferą intymną i obniżonym libido.
W niektórych środowiskach można jednak zauważyć zmianę na lepsze - pisze gazeta. Zdarzają się bowiem firmy, w których picie alkoholu, palenie papierosów i brak ruchu są w złym tonie.
niedziela, stycznia 27, 2008
Osoba bez ręki musi pracować
Paweł stracił rękę w wypadku. Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Białymstoku odebrał mu rentę inwalidzką - jedyne źródło utrzymania, twierdząc że jest zdolny do pracy, bo rana już się zagoiła, pisze "Fakt".
Paweł stracił rękę w sierpniu ubiegłego roku, kiedy pracował w polu. Paweł próbował naprawić usterkę w maszynie do belowania siana. Urządzenie wciągnęło jego prawą dłoń, a ostre jak brzytwa ostrza wbiły się w ramię. Ręka została tak poszarpana, że trzeba ją było amputować - informuje dziennik.
Paweł długo nie mógł się pogodzić z tym, że został kaleką. Chciał przecież zostać informatykiem, uczył się nawet w klasie o takim profilu. Potrzebne mu były obie ręce. Wymarzony zawód stał się nagle nieosiągalny. Na szczęście ZUS przyznał Pawłowi rentę - blisko 500 zł miesięcznie. Niby niewiele, ale wystarczyło na leczenie i rehabilitację - pisze "Fakt".
Niestety, dwa tygodnie temu chłopak dowiedział się, że ZUS odebrał mu jedyne źródło dochodu. - Kiedy zostałem wezwany do lekarza orzecznika, myślałem, że to czysta formalność - opowiada "Faktowi" Paweł. - Kiedy jednak zobaczyłem orzeczenie, oniemiałem. Było tam napisane "całkowicie zdolny do pracy". Czy oni myślą, że mi ta ręka odrosła?
ZUS nie widzi nic złego w swojej decyzji. - Według prawa Pawłowi Rynansowi nie przysługuje renta socjalna, bo nie jest całkowicie niezdolny do pracy" - tłumaczy Anna Krysiewicz, rzecznik białostockiego ZUS-u. - Wcześniej została mu przyznana, bo rana goiła się, mężczyzna wymagał rehabilitacji. Co nie oznacza, że tę osobę można uznać za zdolną do pracy, może być tylko częściowo zdolna. Ale prawa do renty socjalnej nie ma.
poniedziałek, stycznia 07, 2008
Więźniowie będą produkować ekologiczne lody
Więźniowie z zakładu koło Mediolanu będą mieli swój wkład w walkę z globalnym ociepleniem. Wkrótce rozpoczną produkcję lodów przyjaznych środowisku, robionych z lokalnych nieprzetworzonych produktów.
Zrzeszenie włoskich rolników Coldiretti poinformowało, że lody zza krat trafią do sprzedaży już w lutym. Ich produkcją zajmie się niewielka grupa więźniów z oddziału o zaostrzonym rygorze w Opera, kilka kilometrów na południe od Mediolanu.
Przysmak będzie robiony z miejscowego mleka i owoców, produktów nieprzetworzonych i niemodyfikowanych genetycznie - zapewnili przedstawiciele grupy Jobinside, która prowadzi projekt.
Coldiretti przewodzi kampanii "zero kilometrów", która zachęca Włochów, by produkowali i kupowali żywność z lokalnych produktów. Ma to pomóc w zredukowaniu emisji gazów cieplarnianych związanych z transportem.
Według zrzeszenia, Włosi każdego roku wydają ponad 5 miliardów euro na lody w ok. 600 smakach.