Jaka jest twoja wymarzona praca?

piątek, marca 31, 2006

Holandia otwiera rynek pracy dla Polaków od 1 stycznia 2007

1 stycznia przyszłego roku Holandia otworzy swój rynek pracy dla Polaków i obywateli innych państw Europy Środkowowschodniej, które 1 maja 2004 wstąpiły do Unii Europejskiej - poinformował rzecznik holenderskiego przedstawicielstwa przy UE Frits Kemperman.

Decyzję tę podjął rząd Holandii. Musi ją jeszcze zatwierdzić parlament, ale - jak ocenia Kemperman - nie powinno być z tym problemów. “Od 1 stycznia 2007 pracownicy z nowych państw UE będą mieli nieograniczony dostęp do holenderskiego rynku pracy i będą pracować na tych samych warunkach co Holendrzy” - czytamy w oficjalnym komunikacie rządu.

Haga przewiduje, że w wyniku zniesienia ograniczeń do Holandii przyjedzie w 2007 r. ok. 53-63 tys. osób z nowych państw UE. To ok. 23-33,5 tys. więcej niż jest obecnie. Będą to głównie pracownicy sezonowi. Łącznie nowi imigranci nie powinni stanowić więcej niż 0,5% wszystkich pracowników - szacuje Haga.

Uzasadniając decyzję o otwarciu rynku pracy, Haga wskazuje na rosnące zapotrzebowanie na pracowników. Ponadto rząd jest zdania, że utrzymywanie restrykcji mogłoby prowadzić do wzrostu liczby osób pracujących na czarno i samozatrudniających się pracowników z nowych państw UE. “Polskie firmy i samozatrudniający się pracownicy już są w Holandii. Jeśli rynek pracy pozostanie zamknięty, te dwie drogi będą coraz bardziej popularne” - głosi stanowisko rządu.

Podejmując decyzję o otwarciu rynku pracy, rząd w Hadze poinformował jednocześnie, że wprowadzi szereg środków, by uniknąć nieuczciwej konkurencji. Inspekcje pracy będą mogły nakładać bezpośrednie kary na pracodawców, którzy będą płacić poniżej płacy minimalnej. Ponadto inspekcja pracy ma ściśle współpracować ze służbami podatkowymi, tak by walczyć z pracą na czarno.

To właśnie dlatego, by mieć czas na wdrożenie tych nowych środków, Haga chce otworzyć swój rynek pracy nie od 1 maja, kiedy kończy się pierwszy dwuletni okres przejściowy, ale pół roku później.

Obecnie Polacy i pozostali obywatele krajów Europy Środkowowschodniej, które 1 maja 2004 weszły do Unii, mogą bez ograniczeń podejmować pracę w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji. Kraje te po rozszerzeniu Unii nie wprowadziły okresów przejściowych. Rządy Finlandii, Hiszpanii i Portugalii już ogłosiły zamiar otwarcia swoich rynków pracy od 1 maja. Niemcy i Austria zapowiedziały kategorycznie, że tego nie zrobią.

Pozostałe kraje muszą do 30 kwietnia poinformować Komisję Europejską, czy decydują się na zniesienie restrykcji od 1 maja obecnego roku, czy przedłużenie o kolejne trzy lata.

czwartek, marca 30, 2006

Praca w Niemczech

Pielęgniarki i gospodynie domowe poszukiwane są do pracy w Niemczech. Nabór kandydatek prowadzi tarnowski oddział Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Osoby, które chcą zarabiać w Niemczech zajmując się prowadzieniem domu lub opieką nad chorymi czy starszymi muszą podpisać umowę na co najmniej trzy lata.

Przy naborze preferowane będą osoby w wieku 35-50 lat, z dobrą znajomością języka niemieckiego. Kandydatki powinny mieć doświadczenie w wykonywaniu takiej pracy. Pielęgniarki, które chciałyby pracować w Niemczech, muszą mieć minimum dwu-trzyletni staż pracy.

- Nie będą akceptowani kandydaci nie posiadający wykształcenia zawodowego. Sam staż w zawodzie nie wystarczy - mówi kierownik oddziału WUP Teresa Leginowicz. Preferowane będą osoby w wieku 25-40 lat, koniecznie z dobrą znajomością języka niemieckiego. Umowa podpisywana będzie na 12 miesięcy z możliwością przedłużenia na kolejne pół roku. Więcej informacji - w siedzibie WUP w Tarnowie przy al. Solidarności 5-9. Tam też można dostać ankiety, które muszą wypełnić osoby starające się o pracę w Niemczech.

wtorek, marca 28, 2006

Zatrzymano oszustów, którzy oferowali pracę w Szwecji

Świdniccy policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn, w wieku 41 i 50 lat, którzy za zaliczkę w kwocie 750 zł oferowali pracę w Szwecji; oszukali w ten sposób przynajmniej 30 osób. Grozi im do 8 lat więzienia.

Jak poinformował Paweł Petrykowski z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, zatrzymani oszuści znani są policji za podobne przestępstwa.

W lokalnej prasie i na słupach ogłoszeniowych jedna ze świdnickich firm oferowała pośrednictwo w załatwianiu pracy w Szwecji. Do firmy zgłosiło się ok. 30 osób, które chciały podjąć pracę w charakterze pomocy kuchennej, murarza czy kierowcy. Między pośrednikami a zgłaszającymi się osobami podpisywana była umowa i pobierana była zaliczka na konto wydatków związanych z wyjazdem. Czasami firma rozkładała wpłatę na raty.

Po podpisaniu umowy z firmą ustalane były terminy wyjazdów. Gdy do nich nie dochodziło właściciele tłumaczyli opóźnienia w wyjazdach zepsuciem się autokaru, bądź też brakiem miejsc. Żadna z osób, które podpisały umowę i wpłaciły pieniądze, nie wyjechała do Szwecji - powiedział Petrykowski.

piątek, marca 24, 2006

Ilu lekarzy wyjechało z kraju?

Do tej pory co setny polski lekarz wyjechał do pracy za granicą - powiedział w Sejmie wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. Piecha przyznał, że są to w większości młodzi lekarze. Posłowie alarmowali, że z danych Naczelnej Rady Lekarskiej wynika, iż za granicę pracować wyjechała już jedna piąta lekarzy.

Posłowie wskazywali na lepsze zarobki za granicą, na fakt, że specjalizację w Europie można zdobyć w krótszym czasie niż w Polsce, a ta którą młodzi lekarze robią w kraju jest tak nisko płatna, że nie starcza nawet na opłatę obowiązkowych szkoleń i kursów.

Ministra zdrowia pytali, jak zamierza powstrzymać ten “exodus”, i czy jest za tym, co sugerował szef MSWiA Ludwik Dorn, by lekarzy, którzy postanowią zaprotestować przeciwko warunkom pracy - “wysyłać w kamasze”.

Piecha powiedział w trakcie dyskusji na temat sytuacji w służbie zdrowia, że zatrzymanie lekarzy w Polsce będzie jedną z najtrudniejszych spraw, ponieważ stare kraje Unii Europejskiej jeszcze przez wiele lat będą stwarzały lepsze warunki płacowe. 1% lekarzy to jest sygnał niepokojący, ale na razie opanowany - powiedział Piecha. Zaznaczył, że należy uprościć system specjalizacji młodych lekarzy.

Według wiceministra, młody lekarz, który zrobi specjalizację w kraju i chce pracować za granicą powinien zwrócić koszt tej specjalizacji.

UE chce stworzyć 2 mln nowych miejsc pracy

Tworzenie co roku do 2010 r. 2 mln nowych miejsc pracy i zapewnienie ofert pracy dla osób, które kończą edukację - to dwa z wielu bardzo ambitnych celów w zakresie zatrudnienia i edukacji, które stawiają sobie przywódcy krajów unijnych - wynika z uzyskanego projektu wniosków końcowych ze szczycie Unii Europejskiej.

Tradycyjnie wiosenny szczyt europejski poświęcony jest kwestiom ekonomicznym. W ramach przeglądu gospodarczej strategii Unii Europejskiej (tzw. Strategii Lizbońskiej), która ma zapewnić wzrost i zatrudnienie w Europie, unijni przywódcy wyznaczają sobie nowe ambitne cele, podkreślając, że ich realizacja nie jest obowiązkowa, ale wskazana.

I tak na przykład “od dziś do 2007 roku, każdy młody człowiek, który opuści szkołę, powinien w okresie sześciu miesięcy otrzymać ofertę pracy, stażu lub dodatkowych szkoleń”. Przywódcy chcą też, by przynajmniej 85 proc. spośród 22-latków kończyło edukację przynajmniej na szkole średniej.

By ułatwić życie przedsiębiorcom zaleca się likwidowanie barier biurokratycznych. Przywódcy chcą, by kraje unijne do 2007 r. umożliwiły załatwienie wszystkich formalności związanych z założeniem firmy w jednym okienku urzędu i w ciągu zaledwie tygodnia. Przywódcy zalecają, by opłaty wstępne były “tak niskie, jak to tylko możliwe”.

W projekcie wniosków uczestniczy szczytu zobowiązują się też do zwiększenia wydatków na badania i rozwój, które także przyczyniają się do wzrostu gospodarczego Europy. Chcą, by do 2010 roku wydatki na te cele osiągnęły poziom 3 proc. PKB.

Ponadto w tym celu zgodzili się na utworzenie Europejskiego Instytutu Technologicznego, który jednak - wbrew początkowym założeniom - nie miałby być osobnym instytutem, ale raczej siecią współpracy pomiędzy najnowocześniejszymi ośrodkami badawczymi w Europie.

O lokalizację Instytutu zabiegał m.in. Wrocław i Praga. Komisja Europejska do połowy czerwca tego roku ma przedstawić konkretne propozycje w tej sprawie.

Pielęgniarki wyjeżdżają na saksy

Już co najmniej 300 wielkopolskich pielęgniarek wybrało emigrację za chlebem, a wyjedzie… jeszcze więcej. Pośrednicy obiecują im wielokrotnie wyższe zarobki i lepsze warunki życia - informuje “Gazeta Poznańska”.

W szpitalach, prasie i Internecie zagraniczni pracodawcy ogłaszają adresy placówek, które czekają na nasze pielęgniarki. - Do końca zeszłego roku po zaświadczenia potrzebne do zatrudnienia za granicą zgłosiło się ich sto - informuje Eleonora Kamińska, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Poznaniu.

Robert P., pielęgniarz pracujący do niedawna w dwóch poznańskich szpitalach na oddziałach urologicznym i opiekuńczym, teraz dogląda pensjonariuszy domu opieki w Wielkiej Brytanii: - Liczył na zatrudnienie w szpitalu, ale jest zadowolony z tej pracy i zarabia kilkakrotnie więcej - mówi jedna z jego koleżanek.

- Z naszego szpitala wyjechało za granicę siedem osób, ale nie wszyscy trafili do szpitali i nie każdy jest zadowolony z obecnych warunków pracy - mówi Czesława Maruszyńska, przełożona pielęgniarek w Klinicznym Szpitalu przy ul. Przybyszewskiego w Poznaniu.

W tym szpitalu wszystkich trzymają wysokie, jak na polskie warunki, wynagrodzenia. Ale niektórzy i tak próbują. Jednak do tej pory z dwóch osób zatrudnionych w Poznaniu na bloku operacyjnym, a więc z przygotowaniem do pracy jako instrumentariusz, tylko jedna przeszła trudny próg języka angielskiego, którym należało się posługiwać wyjeżdżając do pracy. (PAP)

Polacy w służbie Jej Królewskiej Mości

Polaków mieszkających na Wyspach Brytyjskich zatrudnił… Pałac Buckingham. Królowa Elżbieta II doceniła ich pracowitość i profesjonalizm - pisze “Metro”.

W Anglii nasi rodacy opanowali już wiele zawodów. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, żeby po wejściu do londyńskiego pubu nie natknąć się na polskiego barmana czy kelnera. Nasi pomysłowi krajanie nie byliby jednak sobą, gdyby nie spenetrowali innych możliwości zatrudnienia na Wyspach - zaznacza gazeta.

“Metro” dowiedziało się, że żadne progi nie są dla nich zbyt wysokie - nawet te w Pałacu Buckingham. Paru Polaków już je pokonało i teraz ich adresem zatrudnienia jest główna siedziba królowej Elżbiety II.

Ilu ich jest? - Mogę tylko ujawnić, że więcej niż jeden - potwierdza, choć stara się być bardzo tajemniczy, Christopher Thomson z ambasady brytyjskiej w Warszawie. Nic dziwnego - wszystko, co dotyczy Pałacu Buckingham, objęte jest klauzulą “top secret”. - Dwór zatrudnia osoby wielu narodowości i od pewnego czasu są to też Polacy - mówi Thomson. - Pracują już w niemal wszystkich branżach, więc dlaczego nie mieliby pracować i dla królowej?

To jednak nie koniec - Polacy pracują także w podlondyńskiej rezydencji królowej, słynnym zamku Windsor. Co tam robią? - Zajmują różne stanowiska, zarówno obsługi, jak i te wyższe - informuje Christopher Thomson, choć też pilnuje się, żeby nie powiedzieć za dużo.

Ciut więcej mówi Daria Taterka z polskiego portalu internetowego Mojawyspa.co.uk, który pomaga Polakom w Wielkiej Brytanii. - Niektórzy Polacy zajmują się czyszczeniem królewskich sreber. Słyszałam też, że wielu pracuje w firmach świadczących różne usługi dla dworu - ujawnia. (PAP)

środa, marca 22, 2006

Połowa Internautów chce wyjechać z kraju!

Blisko połowa Internautów Wirtualnej Polski coraz częściej myśli o tym, aby wyemigrować z kraju! Takie są szokujące wyniki sondy przeprowadzonej w dniach 20-22 marca na stronach WP.
Na pytanie: „Czy myślałeś o tym, aby wyjechać z Polski” 44% biorących udział w ankiecie odpowiedziało „myślę o tym coraz częściej”. Dodatkowo 20% wybrało odpowiedź „Czasami o tym myślę”, a 8% - „Już wyemigrowałem”.

Nigdy o emigracji nie myślało 17% biorących udział w sondzie. 11% ankietowanych przyznało, że kiedyś myślało o wyjeździe z Polski, ale już tego nie planuje.

Łącznie w ankiecie wzięło udział ponad 44 750 osób.

Niemcy przedłużyli o trzy lata blokadę rynku pracy

Niemiecki rynek pracy pozostanie przez kolejne trzy lata zamknięty dla pracowników z Polski i siedmiu innych krajów, które przystąpiły 1 maja 2004 r. do Unii Europejskiej. Ograniczenia nie dotyczą jedynie Malty i Cypru.

Niemiecki rząd zaaprobował w środę przedłożony przez ministra pracy Franza Muenteferinga projekt uchwały w tej sprawie.

Utrzymanie restrykcji ma - zdaniem rządu - zapobiec niekontrolowanemu napływowi taniej siły roboczej, głównie z Polski i Czech.

Traktat regulujący kwestie przyjęcia nowych krajów do Unii pozwala krajom “Piętnastki” na zamknięcie dostępu do rynków pracy na maksymalne siedem (2+3+2) lat. Z zapowiedzi polityków niemieckich wynika, żę będą chcieli wykorzystać cały siedmioletni okres ochronny.

poniedziałek, marca 20, 2006

Podwyżki dla Polaków w Wielkiej Brytanii

Polacy pracujący w Wielkiej Brytanii mogą spodziewać się podwyżki. Rząd ogłosił, że w październiku wzrośnie poziom minimalnych płac.

Najmniej zarabiający otrzymają ustawową podwyżkę w wysokości sześciu procent. Nowa stawka godzinowa wyniesie 5 funtów i 35 pensów. Zdaniem brytyjskich władz wzrost płac obejmie prawie półtora miliona osób.

Środowiska polonijne zwracają uwagę, że wielu polskich pracowników otrzymuje najniższe wygnagrodzenie, a mimo to często pracują bez kontraktów. Polskie stowarzyszenie Poland Street zaapelowało wczoraj do brytyjskich przedsiębiorców, by zaproponowali oni Polakom konkretne umowy. Rząd twierdzi, że krajowa gospodarka jest silna i budżet może sobie pozwolić na podwyżkę.

Brytyjska Izba Handlowa jest innego zdania - przedsiębiorcy twierdzą, że poprzednia taka podwyżka, w ubiegłym roku, zaowocowała utratą ponad 40 tysięcy miejsc pracy w hotelach i restauracjach.

niedziela, marca 19, 2006

Imigranci zarobkowi z Polski przeciwko podwójnemu opodatkowaniu

Ponad 1000 imigrantów z Polski zebrało się na wiecu przed konsulatem generalnym RP w Londynie, protestując przeciwko podwójnemu opodatkowaniu ich zarobków w W. Brytanii i w Polsce, co dopuszcza obowiązująca wciąż ustawa z połowy lat 70.

Na wiecu skandowano m.in: “Podwójne opodatkowanie to bandyckie działanie”, “Nie oddamy funtów”, “Marcinkiewicz nam pomoże” (to hasło nawiązywało do wypowiedzi premiera, który w czasie wizyty w Londynie zapewnił, że zajmie się tą sprawą), “Zyta, Londyn pyta” (to pod adresem minister finansów Zyty Gilowskiej) oraz “Praca na saksach szkodzi na maksa”.

“Jest to walka o poszanowanie praw imigrantów zarobkowych” - czytamy w komunikacie prasowym stowarzyszenia Poland Street, organizatora wiecu.

Przedstawiciel stowarzyszenia Zbigniew Drzewiecki powiedział, iż “wiec nie jest wymierzony przeciw nikomu, jego celem jest doprowadzenie do zmiany złego prawa i zrównanie podatkowego statusu imigrantów zarobkowych w W. Brytanii ze statusem Polaków pracujących w Irlandii”.

Są Polacy, którzy na brytyjskim rynku pracy dopiero niedawno wyszli z szarej strefy, albo ostatnio tu przyjechali i żyją między Polską, a Anglią. Nie mają zaświadczenia o podatkowej rezydenturze, bo angielski urząd podatkowy może być na drugim końcu kraju, albo pracują dla różnych pracodawców rozliczających się z różnymi urzędami. Nie mają doświadczenia w kontaktach z tutejszymi urzędami, nie wiedzą jak im się ułoży życie - powiedział jeden z uczestników wiecu na pytanie, dlaczego Polacy nie występują o zaświadczenia o podatkowej rezydenturze, które zwalniałoby ich od obowiązku podatkowego w Polsce.

Rozmówcy PAP wskazywali na to, iż Polacy po powrocie do kraju muszą liczyć się z tym, że urząd skarbowy zażąda od nich wyliczenia się z zarobków za granicą. Niektórzy dojdą w związku z tym do wniosku, że właściwie lepiej nie wracać, a inni, iż jeśli wracać to nie wykazywać zagranicznych zarobków.

Sprawa jest rzeczywiście dla tych ludzi niezrozumiała i bardzo ważna. Nie ukrywają, iż przez rozwiązania przyjęte w polsko- brytyjskiej umowie podatkowej są przez system krzywdzeni - powiedział konsul generalny Janusz Wach, który od uczestników wiecu odebrał petycję.

Zgodnie z umową, zarobki w W. Brytanii wchodzą do wspólnej podstawy opodatkowania z zarobkami w Polsce, co oznacza, iż są rozliczane według polskich progów niższych od brytyjskich. Od sumy podlegającej opodatkowaniu w Polsce odliczane są podatki zapłacone w W. Brytanii i niewielki ryczałt na koszty utrzymania.

poniedziałek, marca 13, 2006

Francja otworzy część swego rynku dla pracowników ze Wschodu

Francja przystąpi do “stopniowego i ograniczonego” uchylania restrykcji w swobodnym przepływie pracowników z krajów Europy Wschodniej, członków Unii Europejskiej - ogłosił francuski premier Dominique de Villepin.

Uchylenie restrykcji będzie dotyczyć przede wszystkim tych zawodów, w których występują trudności, jeśli chodzi o rekrutację pracowników, po uzgodnieniu warunków z partnerami socjalnymi - zapowiedział szef rządu w komunikacie opublikowanym po posiedzeniu komisji międzyresortowej ds. europejskich. Prawie wszystkie francuskie centrale związkowe opowiedziały się za bezzwłocznym uchyleniem restrykcji.

Rząd francuski musi poinformować o swych zamiarach Komisję Europejską do 1 maja. Wtedy to upływa termin powzięcia decyzji bądź o uchyleniu restrykcji, bądź ich utrzymaniu na następne trzy lata, bądź też ich złagodzeniu np. przez ograniczenie do pewnych sektorów, jak to zamierza Francja. Obecne restrykcje obejmują Polaków, Czechów, Estończyków, Łotyszy, Litwinów, Słowaków, Słoweńców i Węgrów.

W ubiegłym tygodniu Hiszpania i Portugalia postanowiły otworzyć w pełni swe rynki pracy dla pracowników z ośmiu krajów, które przystąpiły do UE 1 maja 2004 r. Wielka Brytania, Szwecja i Irlandia od początku otworzyły swe rynki pracy dla wolnego przepływu siły roboczej. Austria, Belgia i Niemcy zamierzają przedłużyć obecnie obowiązujące restrykcje.

Jak Polacy podbijają Anglię

Wyjazdy nabierają tempa. Z każdym miesiącem do pracy na Wyspach Brytyjskich udaje się coraz więcej Polaków. A tam znajdują coraz lepszą pracę - pisze “Gazeta Wyborcza”.

Legalnie w Wielkiej Brytanii pracuje już 205 tys. Polaków. Stanowimy aż 59% wszystkich emigrantów z nowych państw Unii. Następni w kolejności są Litwini - 45 tys. i Słowacy - 36 tys.

Jadą przede wszystkim młodzi ludzie stanu wolnego. Ponad 80% nie ukończyła 34 lat. Tylko co czternasty ma więcej niż 45 lat - podaje raport brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych z 28 lutego.

Ciągle jeszcze wyjeżdżamy bez rodzin - 94%. Tylko 3% emigruje z dziećmi. Ale to powoli zaczyna się zmieniać.

Z raportu Home Office wynika, że wyjazdy Polaków do Anglii bardzo przyspieszają. W drugiej połowie 2004 r. do legalnej pracy w Anglii wyjechało 51 tys. Polaków, a w drugiej połowie 2005 r. już 72 tys.!

Najwięcej osób opuszcza kraj w czerwcu i lipcu - wtedy ruszają studenci. Najmniej - w grudniu. - Polacy są rodzinni. święta Bożego Narodzenia chcą spędzić w domu, a dopiero potem jechać za chlebem - komentuje prof. Krzysztof Konecki, socjolog Uniwersytetu Łódzkiego.

Aż 97% Polaków pracuje w Anglii na pełen etat. - I najchętniej biorą dyżury w weekendy. W soboty zarabiają 180% dniówki, a w niedzielę nawet 200%. Opłaca się - mówi Kamil Zabrocki, kierowca wózka widłowego mieszkający od dwóch lat w York.

Polacy zaraz po akcesji wykonywali prace proste i nie wymagające żadnych kwalifikacji. A teraz szybko wzrasta liczba pracujących w administracji i marketingu (na stanowiskach biurowo-sekretarskich pracuje 63 tys. Polaków).

Zajmujemy niemal wszystkie szczeble w produkcji - co trzeci Polak pracuje w dużej fabryce. Głównie przy taśmie lub jako pakowacz.

Królujemy w gastronomii, w której pracuje 45 tys. Polaków. Zdominowaliśmy stanowiska barmanów i kelnerek, ale wyemigrowało także 2 tys. naszych szefów kuchni.

20 tys. osób pracuje w rolnictwie (liczba ta spada), 10 tys. w przetwórstwie. I tyle samo w służbie zdrowia.

Przybywa w transporcie. - W Polsce kierowcy zarabiają mniej. A prowadzone przez prywatne firmy kursy jazdy lewą stroną zachęcają do wyjazdów. Kto choć trochę zna język, za kółkiem radzi sobie doskonale - opowiada Marcin Kolski, kierowca autobusu w Londynie.

Są też zawody, w których Polska nie ma reprezentacji - np. żaden nasz rodak nie pracuje w policji czy więziennictwie. Są taksówkarze, ale nie ma motorniczego metra.

Zdecydowana większość pracujących legalnie emigrantów zarabia od 4,50 do 6 funtów na godzinę - wynika z cytowanego raportu. - Zaraz po wejściu Polski do UE zarobki były kiepskie. Potem Polacy okazali się dobrymi pracownikami i stawki skoczyły. A teraz rynek tak się nami nasycił, że znów podejmujemy się pracy za niższe pieniądze - analizuje Zabrocki. (PAP)

sobota, marca 11, 2006

Włochy nie dla Polaków

Włochy postanowiły nie otwierać swego rynku pracy dla obywateli ośmiu nowych państw Unii Europejskiej, w tym Polski. Decyzja nie dotyczy obywateli Malty oraz Cypru. Na dalsze trzy lata dla obywateli ośmiu nowych państw UE wprowadzono tak zwany okres przejściowy.

Jak poinformowała włoska agencja prasowa Apcom, decyzja władz w Rzymie została już zakomunikowana ambasadom tych państw Unii we Włoszech, których ona dotyczy, w tym także Polski. Również PAP uzyskała potwierdzenie tej informacji.

Włoskie MSZ poinformowało, że do 2009 roku obowiązywać będą dotychczasowe zasady wobec obywateli Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Słowenii, Litwy , Łotwy i Estonii, zgodnie z którymi pracownicy z tych krajów mogą podejmować pracę w Italii wyłącznie w ramach wydawanych dekretów, zezwalających na zatrudnienie konkretnej liczby robotników sezonowych.

Jednocześnie władze włoskie poinformowały o swej decyzji w sprawie podwojenia (do 170 tysięcy) liczby pracowników, którzy w tym roku zostaną zatrudnieni na mocy tych dekretów.

Jak podkreślono, uprzywilejowani będą właśnie pracownicy z nowych państw członkowskich Unii.

Sobotnia decyzja nie jest zaskoczeniem. Już wcześniej nieoficjalnie władze Włoch dawały do zrozumienia, że na razie wykluczają możliwość całkowitego otwarcia swego rynku pracy dla obywateli nowych państw UE. Jako powód podawano nie tylko przewidywany sprzeciw opinii publicznej, lecz także narastający od lat problem nielegalnego rynku pracy we Włoszech, opanowanego między innymi przez Polaków.

Według niepotwierdzonych szacunków, we Włoszech pracują nielegalnie dziesiątki tysięcy obywateli polskich.

Decyzję władz Włoch ostro skrytykował profesor ekonomii Tito Boeri. W wywiadzie dla włoskiej agencji prasowej Apcom nazwał ją absurdalną. “Włochom potrzebna jest wykwalifikowana siła robocza” - podkreślił. Zdaniem ekonomisty decyzja ta , nie mająca - jak zauważył - “żadnego uzasadnienia ekonomicznego i będąca przejawem hipokryzji” - została podjęta w związku z trwającą we Włoszech kampanią przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi.

piątek, marca 10, 2006

“Hiszpania i Polska bliższe nowego, wpływowego sojuszu”

Polska i Hiszpania przybliżyły się do utworzenia nowego, wpływowego sojuszu w Europie, ogłaszając w czwartek zgodę na otwarcie hiszpańskiego rynku pracy dla obywateli Polski i zapowiadając wspólny front w sferze kontrolowania imigracji - pisze “International Herald Tribune”.

“IHT” zwraca uwagę, że Polska i Hiszpania zapowiedziały współpracę na rzecz opracowania wspólnej polityki UE dotyczącej kontrolowania napływu nielegalnych imigrantów do Hiszpanii z Afryki Północnej i do Polski z Ukrainy i Białorusi.

Hiszpania i Polska nie ukrywają - podkreśla “IHT” - że zależy im na stworzeniu “uprzywilejowanej relacji” w Unii Europejskiej. Wysiłki zmierzające w tym kierunku nabrały ostatnio wagi, oba kraje usiłują bowiem znaleźć dla siebie miejsce w zmieniającej się rzeczywistości politycznej UE - pisze dziennik.

Według przedstawicieli hiszpańskich władz, na których powołuje się “IHT”, od wygrania wyborów przez Prawo i Sprawiedliwość Polska zabiega o sojusze z dala od wpływu Niemiec, którym nowy polski rząd nie ufa. “Jeśli chodzi o politykę unijną, Polskę bardzo interesuje wszystko, co ma związek z szukaniem partnerów innych niż Niemcy” - powiedział gazecie nie wymieniony z nazwiska doradca premiera Jose Luisa Rodrugueza Zapatero.

Przyjmujemy ofertę uprzywilejowanej relacji - powiedział wspomniany doradca. Polska będzie bardzo ważnym państwem w UE.

“IHT” zwraca jednak uwagę, że Polska jest także dla Hiszpanii źródłem niepokoju, władze hiszpańskie obawiają się bowiem, że Warszawa może konkurować z Madrytem o ograniczone fundusze unijne na kontrole granic państw zewnętrznych Unii.

Premier Zapatero poinformował w czwartek podczas międzyrządowych konsultacji polsko-hiszpańskich w Granadzie, że Hiszpania otworzy od 1 maja swój rynek pracy dla obywateli nowych państw UE, w tym Polski.

Podczas spotkania w Granadzie premierzy Polski i Hiszpanii rozmawiali też o współpracy europejskiej w dziedzinie bezpieczeństwie energetycznym, w kontekście najbliższego szczytu UE 23-24 marca oraz polskiej propozycji traktatu energetycznego.

Irlandia czeka na górala-cieślę

American Dream to już przeszłość. Wystawanie miesiącami pod konsulatem amerykańskim, przemycanie przez granicę w beczkach, sprzedawanie swojej ojcowizny, zostawianie rodziny, żegnanie się na zawsze z krajem, sypanie do woreczka ziemi rodzinnej… To już minęło, twierdzą mieszkańcy Podtatrza. Górale ciągle wyruszają w świat za chlebem. Ale teraz wolą jechać już nie za wielką wodę, a za Kanał LaManche na Zieloną Wyspę, do Anglii, Walii, Szkocji. I wrócić po dwóch, trzech latach, by u siebie, na Podhalu inwestować.

- Przede wszystkim na to, że górale zaczęli jeździć za pracą nie do Ameryki, a do Wielkiej Brytanii i Irlandii, wpłynął kurs dolara i euro. Od kilku już lat euro stoi lepiej niż dolar . tłumaczy Ewa Palider, przedstawicielka agencji Pośrednictwo Pracy “Palider” w Szaflarach, która sześć lat temu jako pierwsza w Małopolsce zaczęła organizować wyjazdy do Irlandii. . Poza tym nie obowiązują tu wizy. Praca jest legalna, do domu bliżej, tak że jeżeli ktoś nie chce, nie musi wyjeżdżać na stałe. A dzięki tanim liniom lotniczym i częstym połączeniom można częściej odwiedzać rodzinę.

Praca jest, chętni są, ale…

Ze znalezieniem pracy na Wyspach nie ma raczej problemu. - Mamy setki tysięcy miejsc pracy - podkreśla przedstawicielka agencji w Szaflarach. - Przez te sześć lat wysłaliśmy tysiące osób. Nie tylko do Wielkiej Brytanii i Irlandii, ale także do Francji, Skandynawii, Holandii, Islandii, choć ta nie cieszy się ze względu na swój ostry klimat powodzeniem. Nawet wśród górali.

Mamy już stałych klientów-pracodawców z Anglii i Irlandii, którzy szukają za naszym pośrednictwem pracowników z anszego terenu. Niektórzy z nich nawet osobiście przyjeżdżają do nas na spotkania z ludźmi. Szczególnie chcą mieszkańców Podhala. Bo górale są twardzi, do roboty, nawet tej ciężkiej, nawykli, i sprawdzają się jako pracownicy. Niektóre branże chcą tylko ich! Największe powodzenie mają stolarze i cieśle z Podhala, bo są najlepsi. Ci nie muszą czekać w ogóle na oferty. Każdego cieślę, nawet bez znajomości języka angielskiego wezmą!

Mamy takiego klienta z Anglii, który na bieżąco bierze cieśli dachowych. Każdą ilość. Mamy też i inne branże, gdzie pracodawcy czekają, kiedy się znajdzie chętny, np. na budowy. Czasem nas wręcz błagają przez telefon: znajdzcie nam fachowca, bo mamy kilkadziesiąt miejsc pracy. Ostatnio mieliśmy zapotrzebowanie na 75 operatorów sprzętu ciężkiego, gdzie stawki były przyzwoite, ale udało się nam znaleźć tylko 10. Bo choć w Szaflarach dysponują setkami tysięcy ofert dobrze płatnej pracy za granicą, a tysiące osób z Podhala chciałoby wyjechać, to jednak na przeszkodzie stoi… język. Zdecydowana większość pracodawców wymaga podstawowej znajomości języka angielskiego: by pracownik mógł zrozumieć wydawane mu polecenia. Jest to bowiem wymóg unijnych przepisów dotyczących ubezpieczenia.

Do you speak English?

- Niestety, ze znajomością, języka angielskiego, nawet tą podstawową, jest problem. I to nie tylko na Podhalu, ale w całej Polsce. Naprawdę, mamy setki tysięcy miejsc pracy, ale z wymaganym, komunikatywnym, angielskim. I tracimy przez to tysiące ofert, bo choć fachowców u nas nie brakuje, to mało który z nich zna angielski - wyjaśnia Ewa Palider. - A bez znajomości języka, stawki za pracę są mniejsze. Ludzie jednak oczekują dużych pieniędzy. I to jest druga przeszkoda, jeśli chodzi o pełne wykorzystanie ofert pracy.

- Większość zgłaszających się do nas osób, szczególnie mężczyźni, bo kobiety zadowalają się trochę mniejszymi stawkami, chce w szybkim czasie zarobić bardzo duże pieniądze. Choć nie zawsze ich oczekiwania pokrywają się z umiejętnościami, choćby np. językowymi - mówi Agnieszka Turek, konsultant z Pośrednictwa Pracy “Palider” w Szaflarach. - Ludzie nie są zainteresowani taką pracą, gdy zarobią dwukrotność pensji otrzymywanej w Polsce. To dla nich za mało i raczej takiej pracy nie przyjmą. Nie przyjmą również takich warunków pracy, gdy uda się im odłożyć tylko 3 tys. zł na miesiąc. Dzieje się tak dlatego, że ludzie nie chcą tu długo pracować. Dwa, góra trzy lata. Mało kto zostaje tam na stałe. Dlatego jak najszybciej chcą odłożyć pieniądze i wracać do kraju, by tu np. inwestować.

Gdyby górale znali język…

Obecnie w bazie komputerowej agencji z Szaflar oczekuje na pracę ok. 12 tysięcy osób. I codziennie konsultanci otrzymują kilkaset maili, kilkaset telefonów, kilkadziesiąt listów, a kilkadziesiąt osób przychodzi do nich do biura? Prawie codziennie wysyłane są mniejsze lub większe, nawet 100-osobowe grupy do pracy na Wyspy. Gdyby górale znali język angielski, podhalańskie wsie i miasta pewnie wyludniłyby się zupełnie. Wyjechaliby zwłaszcza młodzi, którzy twierdzą, że nie ma tu dla nich żadnych perspektyw. Na szczęście Zielona Wyspa kusi, ale tylko zarobkami. Górale nie chcą tam się osiedlać. Wolą swoje Tatry. Równie zielone.

czwartek, marca 09, 2006

W maju Hiszpania otworzy rynki pracy dla Polaków

Hiszpania otworzy od 1 maja swój rynek pracy dla obywateli nowych państw UE, w tym Polski - poinformował premier Jose Luis Rodriguez Zapatero podczas międzyrządowych konsultacji polsko-hiszpańskich w Granadzie.

Kończymy z ograniczeniami, chcemy, by nie było już przeszkód dla swobody przepływu pracowników - powiedział Zapatero na konferencji prasowej po rozmowach z premierem Kazimierzem Marcinkiewiczem.

To jest dobra wiadomość dla Polski i dla Unii Europejskiej, a także dla hiszpańskiej gospodarki i rynku pracy - dodał hiszpański premier.

Po dwuletnich doświadczeniach Hiszpanie uznali, że pracownicy ze Wschodu nie zagrażają hiszpańskiemu rynkowi pracy, gdyż po poszerzeniu Unii nie nastąpił masowy napływ nielegalnej siły roboczej do Hiszpanii. Teraz liczą, że otwarcie rynków pracy może mieć pozytywne konsekwencje dla hiszpańskiej gospodarki.

Decyzja Hiszpanii o otwarciu rynku pracy dla nowych krajów członkowskich UE jest odważna i ma wymiar symboliczny - ocenił premier Kazimierz Marcinkiewicz. Tłumaczył, że zapada ona w momencie, gdy inne kraje ciągle jeszcze zastanawiają się o otworzeniu swoich rynków pracy dla nowych członków Unii.

Polscy obywatele chcą być traktowani tak samo, jak obywatele innych państw członkowskich Unii. Otwarcie rynków pracy jest dowodem, że tak się stanie - powiedział Marcinkiewicz.

Tłumaczył, że decyzja Hiszapanii ma szczególne znaczenia dla 10 mln młodych Polaków, “ludzi świetnie wykształconych i ambitnych, którzy są Europejczykami. Polska uczyni wszystko, by mieli oni możliwość pracy w kraju, ale po otwarciu rynku pracy w Hiszpanii zyskają także możliwość wyboru - powiedział szef polskiego rządu.

Obecnie Polacy mogą bez ograniczeń podejmować pracę w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji - kraje te nie wprowadziły okresów przejściowych. Pozostałe “stare” kraje UE mogą je stosować nawet do 2011 roku.

Do 30 kwietnia muszą poinformować Komisję Europejską, czy 1 mają zniosą ograniczenia, czy też je przedłużają.

Mam nadzieję, że inne kraje też zniosą ograniczenia - powiedział Zapatero. Jeżeli wierzymy w Europę, dlaczego mielibyśmy odmawiać nowym krajom Unii tych samych praw, które mają kraje Piętnastki - dodał.

Swoje rynki pracy w maju br. otworzy, oprócz Hiszpanii, także Portugalia oraz najprawdopodobniej Finlandia i Grecja. Według wiceministra pracy i polityki społecznej Kazimierza Kuberskiego, jest możliwe, że ograniczenia złagodzą też Włochy i częściowo (dla pewnych grup zawodowych) Francuzi.

Utrzymanie okresu przejściowego już zapowiedziały natomiast Niemcy i Austria.

Podczas spotkania w Granadzie premierzy Polski i Hiszpanii rozmawiali też o współpracy europejskiej w dziedzinie bezpieczeństwie energetycznym, w kontekście najbliższego szczytu UE 23-24 marca oraz polskiej propozycji traktatu energetycznego.

Polityka energetyczna UE powinna być wynikiem dialogu międzynarodowego, a nie doraźnych kryzysów - powiedział Zapatero. Cieszy nas, że Polska i Hiszpania mają podobne stanowisko w zakresie bezpieczeństwa energetycznego Europy - ocenił Marcinkiewicz.

Praca czeka w Europie

Od 1 maja trzy kraje śródziemnomorskie otworzą dla Polaków swoje rynki pracy - informuje “Rzeczpospolita”.

Zachęcił je do tego przykład Wielkiej Brytanii, której gospodarka wiele zyskała na legalizacji pracy imigrantów z nowych państw Unii. Ale poszły też dalej. W przeciwieństwie do Anglii Polacy będą w nich traktowani jak miejscowi. Otrzymają te same świadczenia socjalne, urlopy, zasiłki dla bezrobotnych.

Decyzję o otwarciu rynku pracy ogłosi dziś w Granadzie hiszpański premier Jose Luis Zapatero podczas spotkania z szefem polskiego rządu. - Jesteśmy solidarni z Polską, bo przystępując do Unii musieliśmy czekać 7 lat na możliwość pracy w bogatszych krajach Europy. I wiemy, że ograniczenia nie mają sensu - tłumaczy Agustin Galan Machio, rzecznik hiszpańskiej misji przy Unii. Zniesienie restrykcji zapowiedzieli już przedstawiciele władz Grecji i Portugalii.

Jedynym krajem śródziemnomorskim, którego rynek pracy nie będzie w pełni otwarty, pozostaną Włochy. Ale i Rzym w tym roku podwoi do 170 tys. limit imigrantów z krajów Europy Środkowej, którzy będą mogli legalnie pracować we Włoszech. Gdy Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja zniosły dwa lata temu pozwolenia na pracę, dało to początek fali emigracji z Polski. W ciągu dwóch lat wyjechało do nich ponad 350 tys. rodaków - pisze publicysta “Rzeczpospolitej” Jędrzej Bielecki. (PAP)

środa, marca 08, 2006

Marcinkiewicz namawia Hiszpanów do otwarcia rynku pracy dla Polaków

Premier Kazimierz Marcinkiewicz chce, aby deklaracja Hiszpanii w sprawie otwarcia rynku pracy dla Polaków już od maja obecnego roku została ogłoszona jak najszybciej.

Szef polskiego rządu powiedział podczas lotu do Granady, że będzie “namawiać” premiera Hiszpanii Jose Luisa Rodrigueza Zapatero do jej złożenia w czasie obecnych konsultacji międzyrządowych.

W środę i czwartek premier Marcinkiewicz przewodniczy polskiej delegacji, która weźmie udział w III polsko-hiszpańskich konsultacjach międzyrządowych.

W rozmowie z dziennikarzami Marcinkiewicz podkreślił, że wszystkie jego dotychczasowe kontakty z szefem hiszpańskiego rządu, począwszy od pierwszego spotkania w listopadzie 2005 r., zmierzały do przekonania Hiszpanii do otwarcia rynku pracy dla polskich obywateli od maja 2006 r.

Podobne dyskusje toczą się aktualnie w innych krajach, np. w Holandii i Francji, a decyzja Hiszpanii może mieć wpływ na stanowisko tych krajów - powiedział Marcinkiewicz.

Dodał, że otwarcie rynków pracy dla Polaków przez Irlandię i Wielką Brytanię od razu po przystąpieniu Polski do UE w maju 2004 roku pokazało, że Polacy nie napłynęli masowo na rynki tych państw, a jedynie “uzupełnili braki” na rynku pracy.

Otwarcie rynków pracy dla Polaków będzie - zdaniem premiera - oznaką, że “Unia jest taka sama dla wszystkich (jej obywateli)”.

We wtorek źródła rządowe w Madrycie poinformowały o zamiarze Hiszpanii otwarcia rynku pracy dla Polaków od maja obecnego roku. Zgodnie z informacjami z Hiszpanii, oficjalna deklaracja ma zostać złożona przez premiera Zapatero w czasie spotkania z premierem Marcinkiewiczem w czwartek.

Minister w kancelarii premiera Ryszard Schnepf powiedział PAP we wtorek, iż formalna deklaracja premiera Zapatero może także zostać ogłoszona w czasie marcowego szczytu UE w Brukseli. Dodał, iż “nie chciałby uprzedzać wypadków”, jednakże rokowania strony polskiej w kwestii dostępu do hiszpańskiego rynku pracy od maja “są dobre”.

Zdolni i sfrustrowani uciekają z Polski

“Rzeczpospolita” wraca do kwestii wyjazdu do pracy na Zachodzie najcenniejszych lekarzy. W dzienniku czytamy, że za granicę wyjeżdżają głównie specjaliści koło czterdziestki oraz zupełnie młodzi medycy.

Emigracja lekarzy nie jest masowa. Do tej pory wyjechało trzy procent praktykujących medyków. Dziennik podkreśla jednak, że za granicę jadą lekarze, którzy są najcenniejsi dla systemu ochrony zdrowia i pacjentów - specjaliści w pełni rozwoju zawodowego.

Najczęściej wyjeżdżają anestezjolodzy. Co ósmy z nich odebrał zaświadczenie pozwalające im na pracę za granicą. Dużą grupę stanowią też lekarze bardzo młodzi, przed specjalizacją. Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie podaje, że trzy czwarte wyjeżdżających to lekarze u szczytu kariery, w wieku od 36 do 49 lat.

W komentarzu publicystka “Rzeczpospolitej” Małgorzata Solecka podkreśla, że za granicę wyjeżdżają lekarze pewni swojej pozycji zawodowej, którzy nie boją się konfrontacji ze specjalistami niemal z całego świata. Zaznacza, że głównym motywem ich wyjazdów są pieniądze.

Zarobki w zachodnich szpitalach są bowiem wielokrotnością sum, które mogą uzyskać w kraju, pracując nawet na kilku etatach. Autorka podkreśla, iż odpowiedzialni za organizację systemu zachowują się tak, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że problem ten będzie narastał. (IAR)

200 osób znalazło w Danii sezonową pracę

Na wtorkowe spotkanie z Duńczykami w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Olsztynie przyszły tłumy. Dwieście osób miało szczęście. Pojadą do Danii zbierać groszek i truskawki za 14 euro za godzinę - pisze “Gazeta Olsztyńska”.

Udało się, jadę! - cieszył się bezrobotny Zbigniew Michalski z Kamionki k. Nidzicy wychodząc z rozmowy kwalifikacyjnej z przedstawicielami duńskiego urzędu pracy. Mężczyzna był pierwszy w długiej kolejce oczekujących.

Ponad 300 osób z całego województwa, w różnym wieku i z różnym wykształceniem, przyszło we wtorek na spotkanie z Duńczykami, którzy chcieli wybrać pracowników do sezonowej pracy. Pytali, czy mam doświadczenie w ogrodnictwie. Mogłem się pochwalić, bo przez kilka lat sam miałem plantację truskawek. Widocznie to się im spodobało - opowiada Michalski.

Rozmowy odbywały się w języku angielskim lub niemieckim, niektórym pomagał tłumacz. Mam jeszcze trochę czasu na doszlifowanie angielskiego - dodaje studentka z Olsztyna Izabela Łęcka.

Konrad Idziaszek z Węgorzewa właśnie kończy studia germanistyczne. Jeśli Duńczycy zwracają uwagę na język, to mam kontrakt w kieszeni. Gorzej z doświadczeniem. Ale przecież jestem młody, silny, chętny do pracy. To także się liczy. Dzięki wyjazdowi będę mógł myśleć o dalszej przyszłości z pełnym portfelem - mówi gazecie.

Przed rozmowami kwalifikacyjnymi Duńczycy przedstawili wszystkim kandydatom warunki zatrudnienia. Pokazywali zdjęcia miejsc, w których Polacy będą pracować.

Wyjazd do Danii planowany jest - w zależności od pogody - w maju lub czerwcu; powrót do Polski - w zależności od rodzaju wykonywanej pracy - w sierpniu, wrześniu lub październiku. Poza chętnymi do pracy w ogrodnictwie, Duńczycy szukali też brukarzy, stolarzy i budowlańców - informuje “Gazeta Olsztyńska”. (PAP)

czwartek, marca 02, 2006

Polak w kłopotach i w kolejce do konsula

“Rzeczpospolita” pisze, że w polskich konsulatach brakuje pracowników. Na spotkanie z konsulem w Dublinie trzeba się zapisać z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.

Na własnej skórze przekonał się o tym pracujący w Irlandii Krzysztof Świątkowski z Wałbrzycha. Kilka dni temu stracił wszystkie dokumenty. Po telefonie do ambasady dowiedział się, że na spotkanie z konsulem może przyjść pod koniec kwietnia.

Informacje potwierdza konsul Małgorzata Kozik. Kiedy tworzono naszą placówkę, w Irlandii żyło blisko tysiąc Polaków. Do ich obsługi mieliśmy półtora etatu. Teraz jest tu 120 tys. Polaków, a etatów tyle samo co dziesięć lat temu - mówi.

Codziennie wydział ambasady w Dublinie przyjmuje ponad dwadzieścia osób. Do tego dochodzą tzw. sytuacje alarmowe, np. zgodny Polaków. Tylko w ubiegłym tygodniu placówka w Dublinie obsługiwała cztery takie przypadki. Każdy z nich to wiele godzin załatwiania formalności i rozmowy z rodzinami zmarłych.

Ostatnio do Dublina wysłano z kraju dodatkowego pracownika, ale tylko na trzy miesiące.

Po rozszerzeniu UE w Wielkiej Brytanii przybyło ok. 350 tys. Polaków. Tymczasem w polskich konsulatach w Londynie i Edynburgu od lat pracuje tyle samo ludzi. Codziennie przyjmujemy ok. stu osób. Mamy pięciu konsulów, zdecydowanie za mało. Potrzebujemy dodatkowych czterech ludzi - przyznaje wicekonsul w Londynie Michał Bury.

Konsul Generalny w Edynburgu jeszcze trzy lata temu opiekował się 5 tys. Polaków. W ciągu dwóch lat liczba ta wzrosła dziesięciokrotnie. Obsada konsulatu jest ciągle taka sama. Pracujemy po 12 godz. dziennie - mówi konsul Aleksander Dietkow.

Naczelnik Wydziału Opieki Konsularnej MSZ Leszek Kowalski obiecuje na łamach “Rzeczpospolitej”, że wkrótce polskie placówki w krajach, które otworzyły rynki pracy dla Polaków, będą mogły liczyć na dodatkowe etaty. (PAP)